Relacje

Poprzednie edycje

Relacja Tomasza Zająca

WaypointRace 2008

To droga, nie to punkt, nie to wyścig nie to WPR. Za tym skrótem kryje się rowerowa impreza, która odbyła się w ostatni majowy weekend w Pruszkowie. WPR łączy w sobie wyścig rowerowy, odnajdowanie punktów w terenie oraz świetną zabawę.

Po nie całych sześciu godzinach jazdy dotarłem szczęśliwie do mety. Wspaniałe majowe słońce pozostawiło na moich rękach i kolanach pamiątkę w postaci opalenizny. Choć skóra już schodzi, to wspomnienia i wrażenia pozostały. WPR był doskonałą okazją do poznania okolic Pruszkowa oraz sprawdzenia swoich zdolności orientacyjnych. Muszę przyznać, że organizatorzy wybrali ciekawe i bardzo różnorodne punkty jako waypointy.

Punkt oznaczony cyfrą jeden to według mnie naprawdę numer jeden wśród waypointów. Takiej konstrukcji mostowej jeszcze nie widziałem. Jest to bardzo ciekawy przykład jak można wykorzystać dawne tory.

Prawie nie zauważyłem dwójkę ukrytą w zaroślach Żółwina. Zapatrzyłem się na okazały dworek i stadninę. Punkt pomogły mi odnaleźć osoby, które dyżurowały przy tym waypoincie.

Droga do waypointu numer trzy była szczególnie długa i zawiła. W stronę tego punktu wyruszyłem po odwiedzeniu punktu numer pięć w lesie Sękocińskim. Zaplanowałem, iż w kierunku Nowej Wsi poprowadzi mnie czerwony szlak turystyczny. Jechałem zgodnie z planem. Ku mojemu zaskoczeniu, po nie długim czasie, dojechałem do Koloni Wolnica. Choć znacznie odbyłem od planowanej trasy, a czas uciekał, postanowiłem wrócić do czerwonego szlaku. Przejechałem całą miejscowość i w lesie odnalazłem niebieski szlak, który doprowadził mnie do skrzyżowania z czerwonym znakiem turystycznym. Skręciłem w prawo. Jechałem szeroką leśną drogą. Po krótkim czasie dojechałem do Strzeniówki. Tutaj trzeba było rozstać się z główną drogą i skręcić ponownie za czerwonym szlakiem. Ostatecznie dotarłem do Komorowa, skąd poruszając się ulicą wzdłuż linii WKD ostatecznie dotarłem do Nowej Wsi.

Natomiast do punktu oznaczonego cyfrą cztery dotarłem od strony Falęcin. Spotkałem tam wielu uczestników wyścigu. Tuż przed moim odjazdem okazało się, że został zerwany ze sznurka perforator.

Punktu numer sześć nie udał mi się odnaleźć. Zostawiłem go na koniec trasy. Dochodziła godzina 16, gdy mijałem Helenowskie Stawy. Na skrzyżowaniu zgodnie z drogowskazem skręciłem w kierunku szpitala powiatowego. Po kilku minutach i ostrym podjeździe na wiadukt mijałem budynek placówki zdrowia. Szybko dotarłem do pierwszego ronda. Przejechałem koło stawów i dotarłem do kolejnego ronda. Tutaj zobaczyłem okazały budynek dworu. Jednak nie było ani śladu cmentarza. Po bardzo krótkim objechaniu okolicy, zdecydowałem się na powrót do Pruszkowa. Było już po szesnastej, gdy ponownie przejeżdżałem obok szpitala. Naciskałem mocna na pedały, aby zdążyć na metę przed oznaczonym czasem. Udało się!

Do siódemki jechałem w kilku osobowej grupie. Jechaliśmy od strony Żółwina leśnym duktem. Zgodnie z oznaczeniem na mapie, aby dotrzeć od punktu trzeba było w odpowiednim miejscu skręcić w lewo. Zgodnie z oznaczeniem na mapie było to miejsce, w którym droga ponownie spotykała się z niebieskim szlakiem. Wyostrzaliśmy zatem wzrok, aby jak najszybciej odnaleźć niebieski znak turystyczny. Jednak po odnalezieniu niebieskiego szlaku okazało się, że na mapie jest błąd. Trzeba było skręcić wcześniej. Musieliśmy zatem zawracać.

Odwiedzenie punktu numer osiem wymagało dużego samozaparcia. Jechałem dorgą numer 719 w kierunku Otrębusów. Na pierwszym skrzyżowaniu, za Stawami Helenowskim, skręciłem w prawo. Po krótkim czasie skończyła się nawierzchnia asfaltowa i usłyszałem warkot samolotowych modeli. Po minięciu niewysokich zarośli zobaczyłem łąkę a w oddali modelarzy sterujących fruwającymi maszynami. Aby dotrzeć do punktu trzeba było pokonać zarośniętą łąkę. Wśród bujnych traw odnalazłem świeżo wytyczoną dróżkę przez rower, być może przez uczestnika WPR. Postanowiłem skorzystać z dróżki. Jednak w połowie drogi patyk wkręci się w zębatki. Dalsza jazda był nie możliwa. Musiałem usunąć drewniany element z zębatki. Jednak po tym zabiegu nie udało mi się rozpocząć jazdy, gdyż trwa była zbyt wysoka a grunt grząski. Musiałem prowadzić rower przez dalszą część łąki.

Z odnalezieniem punktu numer dziewięć nie miałem problemu. Po drodze do Kazimierówki otrzymałem dokładne wskazówki od innych uczestników, gdzie szukać lampionu.

Punkt w Gołaszewie to prawdziwy strzał w dziesiątkę. Bardzo okazała jest tak kapliczka. Warto się tam wybrać w ramach powtórki do egzaminu z architektury. Można zobaczyć najbardziej charakterystyczne elementy neogotyku.

Dużo frajdy sprawiło mi odwiedzenie punktu numer jedenaście. Konieczność wdrapania się po drabinie na górę ambony myśliwskiej, było świetną niespodzianką. Również sprawności i uwagi wymagało zdobycie waypointu numer dwanaście. Trzeba było wykazać się umiejętnością zachowania równowagi na stromym zboczu. Kto nie sprostał temu wyzwaniu, mógł zaliczyć kąpiel w przydrożnym rowie.

WPR był wspaniałą rowerową imprezą. Choć czas na znalezienie waypointów już dawno minął, to dla niektórych zawodników wyścig nadal trwa. W Warszawie szóstego czerwca około godziny ósmej aleją Wilanowską jechał rowerzysta z numerem startowym WPR rozpoczynającym się od cyfry cztery. Może jechał w poszukiwaniu nowych punktów do przyszłorocznego WPR?

Tomasz Zając

powrót

Wystartowało

495
Zawodniczek i Zawodników
Zobacz wyniki

Facebook

Puchar Polski

Wyścig w kategorii PRO wchodzi w skład:
Puchar Polski w Maratonach Rowerowych na Orientację
Powered by ENo