Relacje

Poprzednie edycje

Relacja Adama Łobodzińskiego

WaypointRace 2008

Prolog

31 czerwca odbył się pierwszy Waypointrace w Pruszkowie. Przygotowania zaczęliśmy już dzień wcześniej przygotowując samochodolot do transportu rowerów.

Ja oczywiście trochę bezmyślnie wymieniłem cały napęd w rowerze, zupełnie go nie testując, w nadziei, że nic mi po drodze nie strzeli. Brychu też miał rozterki sprzętowe (co przy jego stylu jazdy żadną rzadkością nie jest) w postaci wdającego cykliczne trzaski suportu.

Dzień startu

Najpotrzebniejsze rzeczy w plecak, koszulka, spodenki, kask i buciory na siebie i do Ryśka. U Rycha rowery na samochód szpeje do bagażnika i kierunek "Znicz".

Przed startem

RelacjaNa miejscu parking pod marketem, po drodze mijając grupkę Nocnych Rowerowców. Szybkie przygotowanie rowerów, zamocowanie numerów na kierownicach, pamiątkowe zdjęcie i w drogę na stadion.

Na stadionie pierwsze wrażenie - optycznie nie widać tych kilkuset osób. Szybki podjazd na plac przed halą i parę słów od organizatora. Następnie ustawiamy się w kolumnę i rozpoczynamy start honorowy. Przejazd ulicami Pruszkowa - bardzo pozytywny. Lepszy jak masa, bo bez dzieciaków na makrokeszach. Gdzieniegdzie tylko ludzie, którzy chyba nie do końca wiedzieli, że start ostry dopiero za kilka minut i wyrywali do przodu jak głupi.

Dojeżdżamy do parku, dostajemy mapy i szybkie ogarnięcie sytuacji. Wybraliśmy najbliższe punkty ułożyliśmy w kółeczko i strategicznie odrzuciliśmy rozpoczynanie od najbliższego.

Start

RelacjaOdliczanie i... start! Pro'owcy od razu wystrzelili na przód. Zgodnie z naszymi przewidywaniami znakomita większość rzuciła się na najbliższy 6 waypoint. Spokojnie udaliśmy się na zachód w stronę 8 punktu na lotnisko. Szczerze zdziwiony byłem ludźmi wybierającymi jazdę Jerozolimskimi, które nieco kręcą, ale to nie nasza sprawa. Szybkie przebicie do torów i... pierwszy zgrzyt. Trochę drogi już na początku musieliśmy nadrobić, ale w końcu dotarliśmy do drogi biegnącej wzdłuż torów. Dalej jakimiś osiedlówkami, aż do zjazdu na polną drogę. Po początkowym zmieszaniu okazało się, że to jedyna słuszna droga. Szybki meldunek i kierunek punkt 2. Po drodze z nieukrywanym zadowoloeniem mijaliśmy ludzi jadących na 8, którzy jednak postanowili nie wybierać polnej drogi, co okupili nadrabianiem trasy. Szybko przebiliśmy się przez jakąś główną drogę i... "cholera jak teraz?". Tutaj wielkie podziękowania dla pana miejscowego stojącego na przystanku - najlepiej i najdokładniej pomógł on nam w czasie tego rajdu. Ruszyliśmy drogą wskazaną przez miejscowego prosto przez malowniczą Podkowę Leśną. Po wjeździe do Żółwina rzut oka na mapę i... no tak "miejsce przy drodze"... czyli gdzie? Szybka wizyta w sklepie gdzie pan nieco wczorajszy poradził gdzie jechać, zdziwiony nieco, czemu to już któraś grupka pyta o to miejsce. W trakcie wizyty wyprzedziła nas grupka innych uczestników. Jedziemy razem, gdy nagle zjechali z drogi. Szybkie spojrzenie - lampion na drzewie... no tak - miejsce przy drodze. Szczerze należy przyznać, że gdyby nie oni to byśmy punkt przejechali. Szybka perforacja i wracamy na skrzyżowanie w Żółwinie. Tam wybieramy drogę na południe i w stronę 11. Droga była prosta i łatwa. Dopiero przy zjeździe w stronę ambony asfalt nagle zmienił się w przesycony dziurami szuter. Po drodze mijały nas grupki rowerzystów, wszyscy jednak jadący w przeciwną stronę. Po dojeździe do ambonki szybka perforacja i rzut oka na mapę.

Tu też dojechali do nas spotkani wcześniej uczestnicy, którzy pojechali na około. Obieramy kierunek na 7. Lekko się cofamy i jazda w stronę parku. Na miejscu nieco mylący układ ścieżek, ale dojechaliśmy do "Muru granicznego z Bóg wie czym". Perforacja i...

Kryzys

RelacjaDroga na mapie wydaje się być prosta - północny wschód i już powoli wracając jazda do Nowej Wsi do 3. Przejechaliśmy kilkaset metrów i... brama. Dobra - można ominąć - skręcamy trochę bardziej na wschód i ... mur. No to się cofamy. Jazda na zachód i jakoś przez dziurę murze udało nam się wydostać z tego zakręconego miejsca. Kłopot w tym, że nie wiadomo gdzie jechać. Napotkane małżeństwo wskazało nam drogę przy okazji wspominając, że mapa jest miernej jakości. Udało nam się wydostać z lasu i dojechać do drogi głównej i tu popełniłem kardynalny błąd. Wydawało mi się, że łatwiej będzie pojechać na skróty przez las, na mapie przynajmniej tak to wyglądało. W tym miejscu straciliśmy jakieś pół godziny. Kilkakrotnie różnie kierowani przez miejscowych dojechaliśmy do drogi i znaleźliśmy się w... Kaniach i na dodatek jadąc w przeciwną stronę. Ruszyliśmy w stronę przeciwną i klucząc po wiejskich drogach dojechaliśmy do Nowej Wsi.

Powrót na szlak

RelacjaW Nowej Wsi zobaczyliśmy innych uczestników. Jadąc ich śladem dojechaliśmy do 3.

Tam perforacja i przy okazji dowiedzieliśmy się, że punkt usytuowany był na prywatnym terenie, a pan rzekomy właściciel zdenerwowany najeżdżaniem na jego posiadłość chciał wszystko odgrodzić. Zostawiliśmy pana na jego terenie i ruszyliśmy już do ostatniego na naszej trasie punktu 6. Droga była już łatwa - cofnęliśmy się do WuKaDki i wzdłuż torów dojechaliśmy do Pruszkowa. Co prawda od Komorowa "droga przy torach" nie istniała i poruszaliśmy się jakąś udeptaną ścieżką, ale dobre i to. W Pruszkowie odbijamy na zachód i dalej już szosą. To chyba najłatwiejszy moment trasy. Spokojnie wyrabialiśmy tempo ponad normę. W międzyczasie wyprzedził nas inny uczestnik, ale na rondzie zgubił drogę i do punktu dojechaliśmy we 4.

Na miejscu puściliśmy napotkanego przodem a sami trochę odpoczęliśmy. Brychu w myśl zasady "jak za darmo to biorę" wydoił 2 butelki wody. Teraz droga była już prosta. Wystarczyło wrócić na stadion. Po drodze trochę otuchy dodawali nam mijający nas, jadący w przeciwną stronę uczestnicy - "tak, nie będziemy ostatni!". W Pruszkowie mieliśmy skręcić w stronę stadionu, ale przegapiliśmy zjazd. Troszkę pokluczyliśmy ulicami miasta i dotarliśmy wspólnie na stadion. Tam pamiątkowe zdjęcie i przezabawne upominki w postaci obcojęzycznych artykułów na temat Suwałk.

No i już...

Usadowiliśmy się pod drzewem i czekaliśmy na wyniki.

Po 2 godzinach jednak znudzeni udaliśmy się w drogę powrotną do domu, za nasze miejsca w środku stawki i tak byśmy nic nie wygrali.

Wrażenia

Bardzo dobra inicjatywa. Przyznam szczerze – pierwsza w moim życiu, ale o wiele bardziej przyjemna od zwykłych maratonów, w których wszyscy jadą w jedną stronę. Dreszczyk emocji przy wybieraniu własnej trasy i kluczeniu po nieznanych drogach, oraz doskonała organizacja sprawiły, że start zapamiętam na długo i na pewno wystartuję za rok. Dobrze sprawiły się też nasze maszynki, mój nowy napęd nie spłatał żadnego psikusa, a Brychowy suport dojechał strzelając do mety.

Adam “Seru" Łobodziński

powrót

Wystartowało

495
Zawodniczek i Zawodników
Zobacz wyniki

Facebook

Puchar Polski

Wyścig w kategorii PRO wchodzi w skład:
Puchar Polski w Maratonach Rowerowych na Orientację
Powered by ENo